Większość lipca upłynęła mi w cieniu wieży kościoła św. Katarzyny w Zespole Szkół nr 10, gdzie odbywał się 15 obóz językowy MEN i UNESCO, na którym po raz pierwszy miałam przyjemność pracować i przyznaję - nie spodziewałam się, że będzie to aż tak sympatyczne doświadczenie.
Dopiero po wielu latach doceniłam swoisty urok tego terenu, który przecież był mi dobrze znany jeszcze z własnych czasów szkolnych (wtedy było to Liceum Wojskowe) - jednym z ulubionych miejsc uczestników obozu były schody do hali sportowej, gdzie odbywały się niektóre zajęcia, przesiadywało się w czasie wolnym i niejednokrotnie ulegało głupawce;) Właśnie stąd miało się najlepsze widoki na wszystko.
Dopiero po wielu latach doceniłam swoisty urok tego terenu, który przecież był mi dobrze znany jeszcze z własnych czasów szkolnych (wtedy było to Liceum Wojskowe) - jednym z ulubionych miejsc uczestników obozu były schody do hali sportowej, gdzie odbywały się niektóre zajęcia, przesiadywało się w czasie wolnym i niejednokrotnie ulegało głupawce;) Właśnie stąd miało się najlepsze widoki na wszystko.
Polscy uczestnicy z całego kraju i amerykańscy nauczyciele oraz asystenci chętnie wybierali się na toruńską starówkę, którą byli oczarowani o każdej porze dnia i nocy. Nie ukrywam, że te wszystkie komplementy pod adresem miasta lały się jak miód na moje serce;)





Nie tylko nauka i nie tylko rozrywka... 4 lipca obozowicze i amerykańscy goście wzięli udział w uroczystości patriotycznej na Barbarce (miejscu masowych mordów na mieszkańcach Torunia dokonywanych w czasie okupacji niemieckiej). Zasadzono tu też Drzewko Pamięci, które ma upamiętniać przyjaźń polsko- amerykańską.

W tym samym dniu zwiedziliśmy także toruński Fort IV, a potem uczestniczyliśmy w imprezie pt. "Razem w NATO", którą uczczono amerykańskie święto narodowe - Dzień Niepodległości.



Rozwijaliśmy się też kulturalnie - chętni wybrali się na dziedziniec ratusza na koncert Lory Szafran i Bogdana Hołowni, który otwierał Artus Jazz Festival (to nie był jedyny koncert dostępny dla nas - przedstawiciele byli na jeszcze jednym koncercie jazzowym i na pieśniach Bułata Okudżawy).
Prawdopodobnie po raz pierwszy ulicami miasta przeszła parada halloweenowa - a już na pewno pierwszy raz miało to miejsce w lipcu;) Tego wyjścia na zewnątrz nie było w planach, zrodziło się spontanicznie wśród uczestników - jak wiele innych ciekawych inicjatyw.
Wybraliśmy się też m.in. do nowo otwartego Centrum Sztuki Współczesnej.
Hm... po chwili dowiedziałam się, że nie wolno robić zdjęć w środku;)
Po kontakcie z kulturą wysoką zbliżyliśmy się do korzeni i odwiedziliśmy ogród zoobotaniczny w Toruniu - kontakt ze zwierzętami i roślinami wpłynął kojąco na naszych obozowiczów, ale też był inspirujący...
Chyba jasne, które zwierzęta najbardziej spodobały się chłopakom;)
No i nie da się ukryć, że wiele wypraw do miasta odbywało się szlakami toruńskiej gastronomii - myślę, że niektóre lokale nieźle zarobiły w tym czasie (na pewno Pierogarnia Stary Toruń, Metropolis, lodziarnia u Lenkiewicza...)
...i Cafe Relax - tu ściągały na lody tabuny tak Polaków, jak Amerykanów;)
Ciężko było się żegnać - wiele fajnych rzeczy tu i w tym okresie się wydarzyło, wiele wspomnień pozostanie na długo... Oczywiście ta krótka fotorelacja jest jedynie ułamkiem z życia obozowego, ale na więcej to ani pora, ani miejsce.
A na koniec spalono uroczyście Malbork;)
Jeśli ktoś chciałby bardziej zgłębić tajniki tego obozu, to odsyłam pod adres oficjalnego bloga Unesco English Camp Toruń 2008.

W CSWu nie wolno robić zdjęć?! Odbija klepa z gorąca, co niektórym :/ Całe szczęście, że dla równowagi pozwalają już bezkarnie focić na dworcach PKP i w wojsku ;] Aaaa taka ;]luźna refleksja. Kiedyś mówiło się,że tam gdzie kończy się rozum i logika zaczyna się wojsko, mam wrażenie,że tam zaczyna się CSWu :/
OdpowiedzUsuń