piątek, 30 maja 2008

maj się, maju, póki czas!

Maj to według niektórych najpiękniejszy miesiąc w roku - i coś w tym na pewno jest, choć od kiedy sięgam pamięcią, dla mnie był to wyjątkowo trudny okres: a to sesja na studiach, a to remont w domu, a od kilku lat mój maj zdominowany jest bezwzględnie przez matury i tak mi trochę przecieka przez palce, i rozmienia się na drobne... Dlatego, chcąc choć trochę nadrobić zaległości na Piernikach, publikuję tu zdjęcia z dzisiejszej popołudniowej włóczęgi po starówce w ilości co najmniej nieprzyzwoitej - od razu lojalnie uprzedzam: jeśli nie lubisz notek ciągnących się jak flaki z olejem i wypełniających kilka(naście) ekranów, lepiej zamknij przeglądarkę już teraz;)Ponieważ do centrum dostałam sie w sposób nietypowy (czyli załapałam się na podwiezienie prosto z pracy), przeszłam się spacerkiem przez skwer obok Skansenu i Muzeum Etnograficznego - trzeba jeszcze tylko poczekać, aż ubarwią go te wszystkie dywany kwiatowe, które jeszcze nie wyłoniły się z zieleni.
Prawie zapomniałam, że maj to miesiąc Kontaktu... I pomyśleć, że u jego początków dwukrotnie miałam w dyspozycji karnety na wszystkie przedstawienia - jaka byłam głupia, że korzystałam tylko z bardzo niektórych! Cóż, w wieku lat nastu paru rzeczy jeszcze się nie docenia...
Od kilku lat zaobserwować można ciągle wzrastającą liczbę ogródków letnich w Toruniu - czasem pojawiają się w miejscach, w których nikt by sie ich nie spodziewał, w bardzo bocznych ulicach lub przeciwnie, w tych bardzo ruchliwych. Co istotne, o ile tylko pogoda dopisuje, zawsze jest kłopot ze znalezieniem miejsca w rejonie Starego Rynku, więc zyskują te na uboczu.
Już w poniedziałek miałam okazję przekonać się, że trzeba bardzo uważać, aby nie zostać zadeptanym przez dziesiątki wycieczek, które masowo opanowały miasto. Czas wyjazdów w szkołach, turyści zagraniczni są całoroczni, a obecnie pojawia się także coraz więcej skośnookich gości. Od dawna wiem, że w miesiącach letnich pod żadnym pozorem nie wolno się umawiać pod Kopernikiem, czyli w jednym z najpopularniejszych miejsc spotkań.
Jak grzyby po deszczu rosną stragany i straganiki z pamiątkami z Torunia - ich oferta skierowana jest głównie (tak, nie bójmy się tego powiedzieć otwarcie) do dzieci;)
Starsi i bardziej wymagający odbiorcy mogą sobie wybrać coś z ulicznych galeryjek, które rozstawiają się w najprzeróżniejszych miejscach - faktem jednak jest, że z roku na rok starówka ożywa coraz bardziej i staje się coraz ciekawsza.
Na Mostowej znów wycieczka pod dowództwem przewodnika w charakterystycznym stroju (o rany, jak musiało mu być ciepło!). Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, co pan pokazywał dzieciom (przypuszczam, że ulicę Ciasną), ale ustawienie ich pomiędzy Sex Shopem a jednym z najstarszych pubów w Toruniu wydało mi się dość interesujące;)
Aha! Jeśli szukacie sandałów Scholla, to całkiem spory wybór i dobre ceny mają - o dziwo - w sklepie medycznym na Mostowej (obiecałyśmy pani reklamę;)
Pokazywałam niedawno na City Toruń nowy, całkiem interesujący, ogródek przy Kurantach - na burtach zewnętrznych jest właśnie tak;) Główny pokład zajmują stołu i fotele z poprzedniego ogródka, tylko całość jest elegancko zadaszona.
A ten chłopak na zdjęciu (najwyżej ktoś mnie zabije za brak pozwolenia na publikację wizerunku) albo rzeczywiście miał dużo czasu, albo po prostu zasłuchał się w babskie ploty nad pierogami - szkoda tylko, że dymił z papierosa akurat w naszą stronę;)
Na Szerokiej z dala rozbrzmiewała głośna muzyka klubowa - z bliska okazało się, że to żywa reklama (znaczy ten DJ;) jakiejś weekendowej imprezy obwołanej długim clubbingiem, cokolwiek dla kogokolwiek to oznacza;)
Pod zegarem przy Empiku instalacja performerska - niestety nie wczytałam się w ideę, ale pani w zielonych spodniach na leżaczku była wyraźnie skośnooka i obcojęzyczna, więc chyba nam się tu usadowił mieżdunarodnyj rynek kulturalny;)
Zdaje się, że w Zborze Ewangelickim (już się pogubiłam - czyżby znowu wrócił we władanie Fundacji Tumult?) mamy jakąś ciekawą wystawę. Trzeba sie pospieszyć i zajrzeć, bo czynna tylko do 6 czerwca, jak wynika z afisza.
Na Nowym Rynku kolejna akcja prozdrowotna - tym razem darmowe badania wzroku, choć przyznaję, że moje pierwsze skojarzenie biegło raczej ku jakiemuś sprzętowi surferskiemu;) Ale zauważyłam, że te żagielki to ostatnio częsta tendencja w reklamowaniu różności. A w tle charakterystyczna wieża kościoła św. Jakuba z nowym dachem - jeszcze lśni w słońcu.
Za to moja ulica (św. Katarzyny) rozkopana. Zresztą to nie jedyna takie miejsce na starówce - widać gorączkowe przygotowania do sezonu turystycznego. W ich ramach między innymi przywraca się ulicom i placom historyczne nawierzchnie, czyli najczęściej bruk - ale czy tutaj też o to chodzi?
A wszystkiemu z niewzruszonym spokojem - na tle nieskażonego żadną chmurką nieba - przygląda się Matka Boska Garnizonowa;) Jakoś nie przepadam za tym pomnikiem... Razi mnie ta sztuczna biel i proporcje postumentu w stosunku do samej figury. Cóż..., może gdy pomnik pokryje się szlachetną patyną czasu, zapałam do niego większą sympatią...

poniedziałek, 12 maja 2008

Oczko się spsuło temu misiu...

Urban legend głosi, że 3 lata temu jedna z moich koleżanek matematyczek przyłapała swoje pierwszaki na znęcaniu się nad misiem nieznanego pochodzenia. Znęcanie polegało na grupowym kopaniu misia w zacisznym kącie szkolnego korytarza. Oczywiście wychowawczyni zwróciła uwagę dzieciakom z matfizu, że tak się nie godzi i nie uchodzi żadną miarą... Na najbliższej matematyce okazało się, że honorowe miejsce w pierwszej ławce zajmuje odczyszczony i doprowadzony do jako takiego ładu miś - miejsce to zajął na pozostałe dwa lata nauki chłopaków;) Niestety - z uszkodzonym okiem misia niewiele dało się zrobić.
Te dzieciaki z matfizu zdają właśnie maturę - dziś nawet pytałam kilkunastu na egzaminie ustnym. A miś wraz z dniem rozdania świadectw absolwentom zmienił adres i zamieszkał na naszym wspólnym matematyczno-polonistycznym zapleczu...

niedziela, 11 maja 2008

Sobotnie popołudnie

Piękny mamy weekend, prawda? Pogoda iście letnia, słońce grzeje, na niebie mnóstwo pierzastych chmur, dokoła wszystko się zieleni, żółci, czerwieni... Pięknie... Ponieważ w sobotę również odbywała się sesja matur ustnych z języka polskiego, trzeba było jakoś przyjemnie zaplanować popołudnie, by odrobić czas spędzony w chłodnych szkolnych murach. Zostałam zabrana zatem "na wieś";)
Ta niby wieś, to nic innego jak Czerniewice - obecnie już dzielnica Torunia, choć dojazd tam wcale nie trwa krócej niż do mnie, na inną wieś;) Aby się jednak dostać do Czerniewic, trzeba pokonać most drogowy, a to nie zawsze jest łatwe. Wszystkie zdjęcia pochodzą z oczekiwania na autobus nr 11 przy Placu Rapackiego.
Za torami tramwajowymi widoczny jest sznur samochodów stojących w korku i oczekujących wjazdu na most. Wjeżdża się z dwóch stron - ci kierowcy próbują się dostać na most, jadąc najprawdopodobniej od Bulwaru Filadelfijskiego. Taki widok najczęściej można zaobserwować w tygodniu w godzinach szczytu, najgorzej bywa w piątki. Trochę zaskoczyło nas to zjawisko w sobotnie popołudnie...
Tylko piesi przemierzający park od przejścia na Placu Rapackiego (czyli opuszczający starówkę albo nadjeżdżający z drugiej strony Wisły, np. z dworca PKP) w kierunku akademików i Bydgoskiego Przedmieścia, nie muszą się stresować korkami na moście;)
A to już korek w Alejach Jana Pawła II - czyli na drugiej arterii dojazdowej na most. Obserwowane samochody, różne rejestracje z okolicznych miast i podsłuchane rozmowy pozwoliły nam wywnioskować po części przyczynę tego zapchania dróg o tak nietypowej porze - zdaje się, że na lotnisku odbywał się jakiś zlot - obstawiam klub miłośników audi, choć wśród marek często powtarzały się też honda i bmw.
Kiedy przybyłyśmy na przystanek, stał już na nim ten autobus z wygaszoną tablicą określającą linię. Po jakimś czasie nadjechała karetka i z autobusu wyprowadzono starszą kobietę, która przyciskała do potylicy tampon - możliwe, że zasłabła i upadła. Choć autobus numer 13 (jak się potem okazało) startuje z pętli zaledwie 500 metrów wcześniej, więc raczej nie mogło chodzić o zasłabnięcie w wyniku długiej jazdy.
Aleje Jana Pawła II. Widoczne w tle skrawki wieżowców to już Aleja 700-lecia i właśnie tam znajduje się pętla 13-ki.
A same Czerniewice mnie zaskoczyły. Oczywiście przejeżdżałam przez nie milion razy "jedynką", ale pierwszy raz byłam na ukrytym w lesie osiedlu TBS, gdzie (co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej) mieszkańcy mają wliczoną w czynsz opłatę klimatyczną, bo jest to strefa uzdrowiskowa, dawniej strefa poboru wód solankowych - nie wiem, czy to nadal aktualne. Samo osiedle jest bardzo ładne, panuje na nim cisza i spokój. Aloe żeby je tu pokazać, muszę udać się tam ponownie w odwiedziny i zrobić zdjęcia;)

środa, 7 maja 2008

Zadanie domowe

Narzekałam kiedyś, że nie mam własnych dobrych zdjęć budynku Kościoła Najświętszej Marii Panny - jednego z najciekawszych i najpiękniejszych obiektów sakralnych w Toruniu, który wznosi się nad Starym Miastem monumentalną bryłą. W sukurs przyszedł mi życzliwy Obserwator Toruński, który podesłał kilka swoich zdjęć - zatem zamieszczam je w tym poście. Mam nadzieję, że kiedy wyżej wymieniony fotografujący Dobry Duch wejdzie w posiadanie obiektywu szerokokątnego, uda nam się wspólnie pokazać zarówno zewnętrzną wielkość świątyni, jak i imponujące wnętrze o bogatym wystroju i ciekawych malowidłach pełniących funkcję swoistej biblia pauperum w średniowieczu (moje własne zdjęcia znów są zbyt ciemne, ale miałam opory przed używaniem lampy wewnątrz - może kiedyś się odważę;)
Kościół ten jest budowlą typu halowego (czyli nawy główna i poprzeczne są tej samej wysokości - w odróżnieniu od bazylik), wybudowali go tutaj franciszkanie w XIV wieku, choć prace archeologiczne wskazują, że już w XIII wieku znajdowała się w tym miejscu świątynia. Szkarpy - ze względu na brak miejsca w ciasnej zabudowie miejskiej - umieszczono wewnątrz budynku, stąd wrażenie jego strzelistości jest jeszcze większe. Widoczne na powyższym zdjęciu trzy sygnaturki zastępują wieżę, której zakon żebraczy nie wzniósł ze względu na swoją regułę. Nomen omen, sygnaturki wieńczą część prezbiterialną świątyni, sama nawa jest jeszcze wyższa i zdarzyło się tak, że mieszczanie toruńscy zdecydowali się rozbudować w górę swój kościół farny (obecnie katedra św. św. Janów), bo nawet z wieżą okazał się niższy od świątyni zakonnej, a nie przystawało, by żebracy mieli bogatszy kościół niż parafianie. Ta rywalizacja zresztą trwała nieustannie - w średniowieczu np. dość popularną w Toruniu praktyką było równoczesne odwiedzanie w niedzielę obu kościołów: do fary obowiązkowo szło się na sumę (nieobecność karana była grzywną), a po południu bywano u franciszkanów, którzy głosili kazania w języku polskim (pamiętajmy, że średniowieczny Toruń był jednak zdominowany przez mieszczaństwo niemieckie, choć czujące się wiernymi poddanymi polskiego króla).

Za murem klasztornym widocznym na pierwszym zdjęciu pierwotnie znajdował się cmentarz zakonników, ale pochówków dopełniano też oczywiście w kryptach wewnątrz kościoła.
Historia kościoła była dość burzliwa - jak zresztą dzieje większości toruńskich świątyń. Z rąk franciszkanów, którzy prowadzili tu m. in. bibliotekę (a w niej kroniki miejskie) i szkołę trafił on w ręce protestanckiej Rady Miejskiej (w czasie reformacji także wielu mnichów przeszło na luteranizm czy kalwinizm), a tym samym na lata stał się główną świątynią protestancką w Toruniu. Mieściło się tu także słynne Gimnazjum Akademickie (jego uczniem był m.in. S.B. Linde). Po tumulcie toruńskim w roku 1724 kościołem zarządzali ponownie katolicy, a konkretnie bernardyni, wreszcie po kasacie zakonu w wieku XIX zlokalizowano tu po prostu siedzibę kolejnej miejskiej parafii.
Z ciekawostek: w kościele NMP znajduje się również mauzolem protestanckiej księżniczki Anny Wazówny, która zmarła w Brodnicy, ale przez kilka lat były problemy z jej pochowaniem, bo edykt papieski zakazywał grzebania innowierców na cmentarzach katolickich, wreszcie znaleziono dla niej miejsce w Toruniu.
Warto odwiedzić ten kościół, bo można przepaść w nim na długie godziny, a nawet dni. Zresztą jeśli ktoś lubi oddech minionych wieków, to takich kościołów znajdzie na toruńskiej starówce znacznie więcej. Ja czytam je już od kilku lat, a wciąż mam wrażenie, że dopiero zaczynam...

Obserwatorze, czy moje zadanie domowe zostało zaliczone?;)