niedziela, 30 marca 2008

Dworzec PKS

Z czasów dzieciństwa i dojeżdżania do liceum pamiętam, że w Toruniu funkcjonowały dwa dworce autobusowe - jeden przy dworcu kolejowym Toruń Miasto, obsługujący komunikację podmiejską (ten był mi zdecydowanie bliższy) i drugi, większy, przy ul. Dąbrowskiego do obsługi komunikacji międzymiastowej i częściowo podmiejskiej dla zachodniej i północnej części byłego województwa toruńskiego. Zdjęcie poniżej przedstawia stary budynek tego drugiego dworca - cóż, był on dość obskurny, za nim mieściły się jeszcze warsztaty naprawcze taboru autobusowego, stanowiska odjazdów znajdowały się mniej więcej tam, gdzie ten autobus uchwycony na zdjęciu, a częściowo także wzdłuż ulicy Dąbrowskiego, której fragment widać na pierwszym planie.Niestety, na fali odnajdowania się różnorodnych spadkobierców znaleźli się i tacy, którzy upomnieli się o plac, na którym stał budynek dworcowy - i udało im się go odzyskać. W związku z tym na kilka następnych lat Toruń stał się miastem bez porządnego dworca autobusowego - autobusy dalekobieżne dłuższe postoje odbywały w Bydgoszczy czy Włocławku, bo tutaj nie było nawet toalety, a bilety kupowało się w prowizorycznych kasach w kontenerze. Mało przyjemnie robiło się zimą, czy podczas deszczów, bo schronić się też nie bardzo było gdzie.
Na szczęście jakieś 2-3 lata temu (chyba - bo zawsze mam problem z zapamiętywaniem takich rzeczy) oddano do użytku nowy budynek dworca - duży, dość estetyczny i przede wszystkim czysty. Zlikwidowano też stanowiska autobusowe na ulicy, przenosząc wszystkie na plac dworca. A stary budynek? Cóż - chyba z lekka niszczeje, bo jakoś nie widać w nim życia, a spadkobiercy po odzyskaniu chyba spoczęli na laurach i nie mieli już pomysłu, co z nim dalej zrobić.

czwartek, 27 marca 2008

Historia na ulicy

To było na początku września - piękna sobota (w którą niestety miałam zajęcia) skusiła mnie do przejścia spacerem przez miasto. Idąc Szeroką w stronę Starego Rynku, usłyszałam potworny huk dobiegający z naprzeciwka, był też jakiś dym. To co mnie zdumiało najbardziej, to tabuny ryczących w głos i wołających "mamo!" dzieciaków, nadbiegających stamtąd w oczywistym przerażeniu.
Po chwili sprawa się wyjaśniła - to rycerze z różnych chorągwi udawali się w triumfalnym pochodzie do Fosy Staromiejskiej na turniej, a te huku wydawały jakieś działa czy muszkietu- i przyznaję, że było to potwornie głośne, bo sama się skrzywiłam.
Szkoda, że nie nie mogłam zajrzeć na sam turniej, bo czasu do zajęć już było mało, ale w sumie fajna impreza, tylko... tych płaczących zasmarkanych dzieciaków było mi trochę żal...

poniedziałek, 24 marca 2008

Zamek Dybowski

Każdy turysta wie, że w Toruniu znajdują się ruiny zamku krzyżackiego - łatwo dostępne, w samym centrum miasta - ale mało kto wie, że równie ciekawy obiekt znajduje się po drugiej stronie Wisły. Zamek Dybowski (zwany też czasem Zamkiem Nieszawa) powstał w pierwszej połowie XV wieku z inicjatywy Władysława Jagiełły jako przeciwwaga dla zamku krzyżackiego właśnie. Osada Dybowa miała pilnować porządku na Wiśle, a co za tym idzie - nadzorować bezpieczeństwo kupców i flisaków. Z czasem zamek został przejęty przez krzyżaków, jednak wrócił w polskie ręce i właśnie tutaj król Kazimierz Jagiellończyk nadawał ważne przywileje szlachcie polskiej. Obiekt został zniszczony podczas wojen szwedzkich - w 1656 roku podjęto próbę wysadzenia go w powietrze i od tej pory nie wrócił już do pierwotnego stanu.
Jednak jeszcze w czasie wojen napoleońskich zamek udzielił schronienia wiernym Napoleonowi żołnierzom bawarskim, którzy stawili opór Rosjanom. W połowie XIX wieku włączono go do pruskiego pierścienia fortyfikacji toruńskich - uległ wówczas częściowemu przebudowaniu, wybito także nowe otwory strzelnicze w murach.
Mimo wszystko zamek nadal kryje w sobie wiele tajemnic, które próbują rozwikłać historycy i archeologowie. Ja byłam tam po raz pierwszy chyba od czasów podstawówki, a zdecydowanie warto wybierać się tam na dłuższe spacery - co też postanawiam czynić;)
Prawda, że sympatyczna lekcja historii w terenie? W tak uroczych okolicznościach przyrody odbywała się nasza lipcowa wędrówka po Toruniu z zaprzyjaźnioną wycieczką z Bydgoszczy;)

Główki

Na kilku podglądanych fotoblogach pojawiły się ostatnio figurki umieszczane w murach - najczęściej czytający, którego akurat w swojej kolekcji nie posiadam (to musiała być jakaś późniejsza inicjatywa). Główki powyżej i poniżej odkryłam przypadkiem na ulicy Podmurnej w czerwcu 2007. Mają przedstawiać toruńskich mieszczan i mieszczki, robią całkiem sympatyczne wrażenie.
Figurki na zdjęciu ostatnim odkryłam jesienią 2007 przy okazji lekcji muzealnych - te znajdują się na dziedzińcu ratusza, można tam też zobaczyć całe postacie, a nie tylko popiersia.

niedziela, 23 marca 2008

Marne usprawiedliwienie...

Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd! Wstyd, że ten blog nie był aż tak długo aktualizowany - mogę usprawiedliwić się jedynie brakiem czasu na pisanie kilku słów pod zdjęciami (a taką konwencję tutaj przyjęłam), bo znacznie łatwiej jest wrzucić coś na CT Daily Photo bez większych komentarzy. Jednak proroctwo na murze nie dotyczy Piernikowych obrazków, ani tym bardziej piernikowego grodu, więc pozwólcie, że ociupinkę nadrobię zaległości.
A propos - zdjęcie zostało wybrane nieprzypadkowo, bo ostatnio natknęłam się na jakimś blogu na temat tego rodzaju napisów pojawiających się w różnych częściach miasta. Szczerze mówiąc, nie pamiętam nawet o jakie miasto chodziło (chyba o Warszawę), ale jak widać na załączonym obrazku - Toruniowi ten temat także nie jest obcy;) To proroctwo ozdabia ruiny Zamku Dybowskiego.

poniedziałek, 10 marca 2008

Collegium Maximum

Budynek ten mieści się na Placu Rapackiego, przez wiele lat znajdował się tu oddział NBP, natomiast kilka lat temu prezes NBP - wówczas Leszek Balcerowicz, torunianin z pochodzenia - przekazał obiekt uniwersytetowi. Nie bardzo było początkowo wiadomo, co z tym zrobić, była propozycja przeniesienia tu Rektoratu, ale ostatecznie powołano wówczas muzeum uniwersyteckie. Mój (i filologów) osobisty żal - zabrano nam z Maiusa poczet rektorów UMK, który przez wiele lat był integralną częścią sali im. Ludwika Kolankowskiego, aby zawiesić go w świeżo urządzonej tutaj sali rektorskiej - ale to już polityczna poprawność chyba.
Moje własne ogromne zaskoczenie przeżyłam latem, kiedy to postanowiłam w końcu dociec natury tajemniczej postaci będącej zwieńczeniem szczytu budynku. Długo byłam przekonana, że to ten nasz toruński herbowy anioł, (czasem żartobliwie nazywano tę postać Toruńską Dziewicą), a okazało się, że to... pogańska bogini Germanika! Obiekt ten powstał w 1905 roku jako Bank Rzeszy.

niedziela, 9 marca 2008

Schody, schody, schody...

... jak w Casino de Paris;) to zdjęcie zostało zrobione w maju 2007 - na skwerze niedaleko Collegium Maius wyrosły takie oto schody prowadzące donikąd. Jak widać na załączonym obrazku, przydały się jakiemuś roznegliżowanemu panu do wygrzewania się na słońcu (choć podejrzewam raczej jakiś poimprezowy zgon w tak szlachetnym miejscu...) pierwsze moje skojarzenie było takie, że te schody mają coś wspólnego z budującym się tuż obok Centrum Kultury Współczesnej (nomen omen - taki trochę potworek na tle starówki) - w tle widać nawet fragment płotu okalającego plac budowy. Jakież było moje zdumienie, kiedy po kilku dniach na szczycie tych schodów znalazł się spory monument ukazujący Jana Pawła II w postawie siedzącej!
To już trzeci pomnik papieża w Toruniu - pierwszy stanął przy katedrze św. Janów zaraz po wizycie papieskiej w mieście w czerwcu 1999 roku (odbyło się wówczas słynne spotkanie ze światem nauki w Auli UMK), drugi całkiem niedawno postawił ojciec Rydzyk na terenie swojej wyższej szkoły - nielegalnie, było trochę awantur o brak zezwoleń- no i ten tu, na szczycie tych schodów - ten, który dopiero sfotografuję;)

czwartek, 6 marca 2008

No to jeszcze o pierogarni...

Dziś trochę specyficzne zestawienie fotografii na blogu. Po pierwsze - na specjalne życzenie - zdjęcie pokazujące podawane tutaj specjały (co ciekawe, oczekując na realizację zamówienia, nie siedzi się przy stole o suchym pysku, bo razem z napojami podawany jest pyszny smalec domowej roboty, chleb z ziarnami i ogórki małosolne;). Szczegółowe menu, jak i więcej zdjęć oferty lokalu można znaleźć tutaj
A oto i dzisiejsze zaskoczenie - zachwycałam się kiedyś jakością i wyposażeniem toalety zwanej tu wygódką - proszę sobie na własne oczy zobaczyć, jak to miejsce wygląda:) z pomieszczenia pokazanego na zdjęciach wychodzi się do umywalni, która jest równie urocza, ale jest tam za ciasno i za ciemno na zdjęcia - natomiast znajduje się tam lustro weneckie, przez które można podglądać jedzących na sali;)

środa, 5 marca 2008

Pierogarnia a sprawa wodna

Czasu ostatnio trochę brakuje na pisanie dłuższych postów pod zdjęciami, zatem wrócę (nie tylko wiedziona apetytem;) do mojej ulubionej pierogarni. Mieści się ona na ulicy Most Pauliński - nazwa nie jest przypadkowa, albowiem pod tą ulicą znajdują się pozostałości po średniowiecznym moście łączącym Stare i Nowe Miasto, zatem pod jedną z moich ulubionych knajpek płynie Struga Toruńska - wchodzący po raz pierwszy do lokalu doznają czasem szoku, gdyż wstępują bezpośrednio na pokryty grubym szkłem otwór, w którym płynie woda - z tym, że tego szkła tak od razu nie widać, widać za to dziurę w podłodze;)
Raz do roku organizowane jest Święto Ulicy i wówczas można wejść do podziemi i obejrzeć pozostałości po moście na własne oczy. Jakoś dotąd nie miałam motywacji, aby wziąć w tym święcie udział, więc obiecuję odwiedzić najbliższe z aparatem. A jak wyglądają średniowieczne pozostałości, można zobaczyć tutaj.
Zdaje się, że podziemia Mostu Paulińskiego są otwierane także podczas organizowanych w mieście Nocy Muzeów.
A jeśli w pierogarni uda nam się zająć dobry stolik, to za oknem roztacza się taki oto widok - miłe podwórko i Struga, już wypuszczona spod ziemi. Na dalszym planie znajduje się plac podominikański (kiedyś stał tam kościół św. Mikołaja i klasztor) oraz Arsenał - obecnie centrum bankowo-restauracyjne.

sobota, 1 marca 2008

Zza Wisły

Za oknem szaleje Emma (kto by pomyślał, że doczekam się na własnym podwórku groźnych wiatrów o damskich imionach), leje deszcz, wiatr tłucze w okno, jakby chciał je wybić, słychać tylko złowrogie świsty i huki, a ja - na przekór temu, co dzieje się za oknem - uciekam w letnie wspomnienia.
Zdjęcie zostało zrobione 1 lipca 2007 podczas oprowadzania po Toruniu zaprzyjaźnionej wycieczki z Bydgoszczy. Wędrowaliśmy wówczas po Starym i Nowym Mieście, a zamówiwszy stolik w znanej już Wam pierogarni, wybraliśmy się na drugą stronę Wisły - na Zamek Dybowski, na którym nie byłam chyba od czasów podstawówki. O samym zamku kiedy indziej, natomiast widok na toruńską starówkę spod niego jest równie urzekający.