
Korzystając z uprzejmej znajomości, mogliśmy w trakcie dzisiejszej lekcji muzealnej zajrzeć tam, gdzie zazwyczaj śmiertelnikom wstęp jest zabroniony. Od zawsze wiedziałam, że w kościele NMP w Toruniu pochowana jest szwedzka księżniczka Anna Wazówna i nawet majaczyło mi, że kiedyś już widziałam ten sarkofag (choć nie wiedzieć czemu, zapamiętałam go raczej jako ozdobną płytę w ścianie kościoła), ale podczas kolejnych wizyt jakoś nie umiałam namierzyć tego miejsca. Dziś przyczyny stały się dla mnie jasne - otóż mauzoleum znajduje się w głębi prezbiterium, na wysokości głównego ołtarza, gdzie wierni nie wchodzą...

Anna Wazówna, siostra Zygmunta III Wazy (ta sama, która rzekomo straszy na zamku w Golubiu-Dobrzyniu), księżniczka szwedzka, zmarła w 1625 roku w Brodnicy, jednak z racji tego, że przeszła na luteranizm i gorliwie go wyznawała, nie znalazło się dla niej miejsce na Wawelu i po dziesięciu latach spoczywania w Brodnicy przeniesiono trumnę do kościoła NMP w Toruniu (wówczas znajdował się w rękach protestantów), gdzie wybudowano jej okazałe mauzoleum. Rzeźba na barokowym sarkofagu wiernie odwzorowuje strój i biżuterię, w której Anna została pochowana...

Niestety, okazało się, że zwłoki było co najmniej sześciokrotnie okradane - pierwszy raz jeszcze w Brodnicy, potem przez szwedów już w Toruniu, a potem jeszcze parę razy. Być może dzięki temu wietrzeniu - jak zażartował nasz przewodnik - toruńskich archeologów nie dopadła później żadna klątwa;) Ostatni raz otworzyli oni grobowiec pod posadzką w 1994 roku i zastali tam śmietnik - kości księżniczki były zgarnięte na kupkę w kącie grobowca, ocalał kawałek sukni, czepek noszony pod perukę i fragment samej peruki i najlepiej ze wszystkiego zachowane pończochy - bo nawet trumnę jej ukradziono. W 1995 roku (w 350 rocznicę Colloqium Charitativum) doszło do symbolicznego (ekumenicznego) ponownego pochówku Anny Wazówny w małej mosiężnej trumnie, w której zamknięto niemal kompletne jej szczątki - zabrakło choćby przedramienia, której podczas jakiejś kradzieży zapewne jej odcięto, aby zrabować okazałe złote bransolety.

Anna wcale nie była mizernego wzrostu - mierzyła ponoć 174 cm (czyli dokładnie tyle, co ja;), jednak trumienkę ufundowano jej niewielką - taką tylko, by pomieściła wszystko, co zostało z doczesnych jej szczątków. Na wieku poza krzyżem znajduje się herb Szwecji (trzy brązowe korony) i skrót APS, co znaczy 'Anna Princeps Sveciae'.

Przy okazji w krypcie kościoła mogliśmy obejrzeć stanowisko archeologiczne, na którym w stanie nietkniętym zachowano odkryty grobowiec jakiegoś mnicha? ważnego mieszczanina? tu zachowały się nawet fragmenty trumny, ale - jak wspomniałam - poza odsłonięciem tego przypadkowego znaleziska nie ingerowano w nie w żaden sposób. Prawdopodobnie chowano też zmarłych warstwowo, o czym świadczyć może inne zaskakujące znalezisko - szkielet o wzroście ok. 2,15m. Okazało się, że na jednym poziomie odkryto dół od jednego ciała i górę od innego...

Kościół przechodził z rąk do rąk. Miejsc pochówku brakowało, zatem ci, którzy przejmowali kościół we władanie, opróżniali dawne grobowce, składując znalezione w nich kości w jednym miejscu na kupie (jak widać to na poniższych zdjęciach). Po franciszkanach kościół przejęli protestanci, po nich z kolei bernardyni i dopiero od 1830 roku stał się zwykłym kościołem parafialnym) - a szczątków trochę się nazbierało, jednak większość chyba nadal nie została odkryta.

Te czaszki i kości na zdjęciach należą do ok. 50 osób i mają zostać wkrótce symbolicznie pochowane w 10 trumnach.

Na razie znajdują się jeszcze na kupie za tą kratą... A jeszcze niżej widać, jak wygląda samo wnętrze krypty.

I jedno jest pewne - to była fantastyczna lekcja historii. My naprawdę nie doceniamy tego, co mamy w Toruniu i ile fantastycznych opowieści się z tym wiąże... A z panem kościelnym jestem już ugadana na odkrywanie innych tajemnic i zakamarków tego kościoła już wiosną z małą grupą zainteresowanych. Na pewno uda nam się wejść jeszcze w nie jedno niedostępne na co dzień miejsce, z którego istnienia prawdopodobnie nie zdajemy sobie nawet sprawy;)
Znajomi konserwatorzy opowiadali, że podczas ostatniego otwarcia trumny królewny znaleziono w niej jeszcze siekierkę i naboje do pepeszy.
OdpowiedzUsuńA wycieczka baaardzo ciekawa. Szkoda, że już nie chodzę do szkoły...
No to kiedy podziemia już znane warto sobie "załatwić" wejście na chór.
OdpowiedzUsuńPrzyjrzenie się z bliska organom to duże przeżycie. Tym bardziej, że przechodzi się obok trumien przyszli mieszkańcy których póki co jeszcze chodzą po białym świecie... . Takie obyczaj zakonny (Memento Mori!).
A jakie w kościele NMP strychy! A poddasza, a zakamarki... . No i ten widok na szklany dach pobliskiego więzienia... .
Można i takie widoki tam oglądać!
No mam nadzieję te zakamarki zwiedzić późną wiosną - jestem już po słowie (w tej kwestii oczywiście) z kompetentną osobą;)
OdpowiedzUsuń