niedziela, 13 kwietnia 2008

Spacer w deszczu

Sobota przywitała mnie i miasto deszczem oraz zimnym wiatrem. Mimo wszystko postanowiłam nie rezygnować z wyprawy do kina, a nawet zdecydowałam przejść się przez starówkę zamiast przesiadania się wcześniej na docelowy autobus. Od razu na Placu Katarzyny zorientowałam się, że chyba był jakiś mecz, bo można było zobaczyć wszędzie grupki podekscytowanych małolatów i spisujących ich przy radiowozach policjantów. Kiedy idąc ulicą Św. Katarzyny, usłyszałam jakieś hałasy, pomyślałam, że też mają związek z kibicami, jednak na Nowym Rynku zobaczyłam tę oto grupkę młodych ludzi z instrumentami:Dyrygował orkiestrą ten chłopak z gwizdkiem, zwrócony do nich twarzą. Byli świetni! Jeśli ktoś widział koncerty Stompów (można też poszukać The Stomp na youtube) i jeśli mu się podobały, nie mogło mu się nie spodobać to, co działo się tu, na Rynku. Byli fantastycznie zgrani, to nie było zwykłe walenie w bębny, ale jak najbardziej przemyślane kompozycje. Postałabym tam dłużej, ale do seansu nie zostało już wiele czasu, więc poszłam dalej...
Pod zegarem u zbiegu Św. Jadwigi i Szerokiej nie było nikogo - widać deszcz skutecznie wypłoszył wszystkich umawiających się tu na randki albo po prostu na spotkanie. To miejsce od kilku lat jest konkurencyjnym dla pomnika Kopernika miejscem spotkań.
Gołębie pod kościołem oo. jezuitów i Pocztą Główną na Starym Rynku czekały jak zwykle na tych, którzy mogliby je nakarmić, ale pogoda zatrzymała w domach starszych spacerowiczów i rodziców z małymi dziećmi, więc chętnych do karmienia nie było zbyt wielu - jednak najwierniejsi pamiętali i przyszli.
Stragany z kwiatami przycupnęły pod murami Ratusza, kwiaciarki się pochowały, klienci też trafiali się z rzadka - a trzeba było jakoś przetrwać ten dzień do końca.
Że znajomość języków obcych to klucz do świata - wiadomo nie od dziś. Wydawać by się mogło, że szkoła językowa ulokowała się w idealnym miejscu, zważywszy na punkt w centrum i inskrypcję zapisaną po łacinie nad drzwiami (którą zresztą dojrzałam po raz pierwszy). Języki obce powodują, że cały świat staje przed nami otworem. Niestety - życie małego balkonu, na którym zawisła stosowna reklama, chyba już się skończyło.
Ruch na ulicach nie był zbyt duży - pieszych jak na lekarstwo, czasem przejechał jakiś samochód (choć na co dzień to jedna z ruchliwszych przelotówek przez miasto), niezmotoryzowanych prędzej można było dostrzec w autobusach czy tramwajach ze skróconymi dla oszczędności składami.
Skwerek przed Cinema jest całkiem przyjemny, choć położony w dość uciążliwym sąsiedztwie. Jednak zawsze przyjemnie usiąść tu w jednej z knajpek, a latem nawet w ogródkach na zewnątrz - kiedy dokoła jest już naprawdę zielono, można nawet zapomnieć o przebiegającej obok ulicy.
Ci panowie też najwyraźniej mieli dylemat: do kina czy do knajpki? I stoją tak już od dłuższego czasu, nie wiedząc, co począć. Może czekają na wiosnę. Ja poszłam najpierw do kina;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz