


Nie pierwsza, nie ostatnia...
Nie jestem fotografem, nie dysponuję super sprzętem, ale lubię robić zdjęcia miastu, które znam od urodzenia i które nieustannie mnie zaskakuje i zachwyca. Czym? To właśnie chciałabym czasem pokazać na tym blogu...
Co można robić w ciepłe słoneczne niedzielne popołudnie, jeśli ma się dzieci, które są jeszcze za małe, aby zatkać je McDonald'sem, a też chcą atrakcji? Oczywiście idzie się karmić gołębie na Starym Rynku;)
Nie wszyscy jednak są tak pozytywnie nastawieni do największych miejskich bałaganiarzy - w wielu miejscach można zobaczyć parapety i dachy naszpikowane przeciwgołębiowymi szpikulcami, ale nie do końca spełnia to swoją rolę. Wiele przestrzeni w mieście zostało dokładnie zaznaczonych przez fruwające paskudy - stąd akcja zaprezentowana na poniższym billboardzie.
Co prawda nie spotkałam się jeszcze w Toruniu z tak uciążliwymi skutkami tych powietrznych desantów, jak to jest w Kaliszu, gdzie ponoć wszyscy na widok takiego lecącego stada kryją się gdzie kto może, aby uniknąć... zaznaczenia - wolałabym jednak, żeby do tego nigdy nie doszło...
Wybrałam się wczoraj po południu zobaczyć tę wysoką wodę na Wiśle - niby nas jeszcze nie zalewa, ale rzeczywiście sporo jej znalazło się poza korytem - tam, gdzie brzegi nie są uregulowane... Zaskoczył mnie widok uwieczniony na zdjęciach...
Otóż w zakorkowanym Toruniu pojawiła się nowa opcja transportu - szybkiego, bez przestojów, masowego... Niestety - zabrać się mogą tylko nieliczni i to o znikomych gabarytach, a w dodatku kierunek podróży jest ściśle określony i nie można go nagiąć do swoich potrzeb...
Wszystkie ptaki, które odpoczywały, a wieczorem pewnie zasiadały do snu na piaszczystych łachach, zostały teraz skazane na płynące rzeką kry... Zasuwa toto błyskawicznie i całkiem interesująco wygląda;) Ciekawi mnie tylko, czy ptakom nie marzną nóżki?
...bo mi ręce tak skostniały przez te około pół h, że miałam już dość podziwiania widoków - a tu jeszcze straszą nadciągającym siarczystym mrozem...
Na tle mostu widoczna barka, co to jej o mało nie zatopiło, a na pewno poharatała ją mocno kra - sama widziałam olbrzymie bloki w wodzie, które tłumaczyły słyszany nieco wcześniej i z dala blaszany łoskot...
A ptaki płyną... Do Bydgoszczy, do Gdańska... Ciekawe, czy potem wracają, czy zmieniają adresy na stałe;)
Postanowiłam uwiecznić swoją obecną drogę do pracy, która mi się znacząco wydłużyła i stała bardziej męcząca;) Zwały śniegu zalegają wszędzie...





W sąsiedztwie szkolnego boiska...
A po południu było piękne słońce, które zafundowało nam kałuże wody na przejściach i zacieki w pomieszczeniach na drugim piętrze - dach chyba nie wytrzymał tej zimy...
Wywiadówka?;)