środa, 7 maja 2008

Zadanie domowe

Narzekałam kiedyś, że nie mam własnych dobrych zdjęć budynku Kościoła Najświętszej Marii Panny - jednego z najciekawszych i najpiękniejszych obiektów sakralnych w Toruniu, który wznosi się nad Starym Miastem monumentalną bryłą. W sukurs przyszedł mi życzliwy Obserwator Toruński, który podesłał kilka swoich zdjęć - zatem zamieszczam je w tym poście. Mam nadzieję, że kiedy wyżej wymieniony fotografujący Dobry Duch wejdzie w posiadanie obiektywu szerokokątnego, uda nam się wspólnie pokazać zarówno zewnętrzną wielkość świątyni, jak i imponujące wnętrze o bogatym wystroju i ciekawych malowidłach pełniących funkcję swoistej biblia pauperum w średniowieczu (moje własne zdjęcia znów są zbyt ciemne, ale miałam opory przed używaniem lampy wewnątrz - może kiedyś się odważę;)
Kościół ten jest budowlą typu halowego (czyli nawy główna i poprzeczne są tej samej wysokości - w odróżnieniu od bazylik), wybudowali go tutaj franciszkanie w XIV wieku, choć prace archeologiczne wskazują, że już w XIII wieku znajdowała się w tym miejscu świątynia. Szkarpy - ze względu na brak miejsca w ciasnej zabudowie miejskiej - umieszczono wewnątrz budynku, stąd wrażenie jego strzelistości jest jeszcze większe. Widoczne na powyższym zdjęciu trzy sygnaturki zastępują wieżę, której zakon żebraczy nie wzniósł ze względu na swoją regułę. Nomen omen, sygnaturki wieńczą część prezbiterialną świątyni, sama nawa jest jeszcze wyższa i zdarzyło się tak, że mieszczanie toruńscy zdecydowali się rozbudować w górę swój kościół farny (obecnie katedra św. św. Janów), bo nawet z wieżą okazał się niższy od świątyni zakonnej, a nie przystawało, by żebracy mieli bogatszy kościół niż parafianie. Ta rywalizacja zresztą trwała nieustannie - w średniowieczu np. dość popularną w Toruniu praktyką było równoczesne odwiedzanie w niedzielę obu kościołów: do fary obowiązkowo szło się na sumę (nieobecność karana była grzywną), a po południu bywano u franciszkanów, którzy głosili kazania w języku polskim (pamiętajmy, że średniowieczny Toruń był jednak zdominowany przez mieszczaństwo niemieckie, choć czujące się wiernymi poddanymi polskiego króla).

Za murem klasztornym widocznym na pierwszym zdjęciu pierwotnie znajdował się cmentarz zakonników, ale pochówków dopełniano też oczywiście w kryptach wewnątrz kościoła.
Historia kościoła była dość burzliwa - jak zresztą dzieje większości toruńskich świątyń. Z rąk franciszkanów, którzy prowadzili tu m. in. bibliotekę (a w niej kroniki miejskie) i szkołę trafił on w ręce protestanckiej Rady Miejskiej (w czasie reformacji także wielu mnichów przeszło na luteranizm czy kalwinizm), a tym samym na lata stał się główną świątynią protestancką w Toruniu. Mieściło się tu także słynne Gimnazjum Akademickie (jego uczniem był m.in. S.B. Linde). Po tumulcie toruńskim w roku 1724 kościołem zarządzali ponownie katolicy, a konkretnie bernardyni, wreszcie po kasacie zakonu w wieku XIX zlokalizowano tu po prostu siedzibę kolejnej miejskiej parafii.
Z ciekawostek: w kościele NMP znajduje się również mauzolem protestanckiej księżniczki Anny Wazówny, która zmarła w Brodnicy, ale przez kilka lat były problemy z jej pochowaniem, bo edykt papieski zakazywał grzebania innowierców na cmentarzach katolickich, wreszcie znaleziono dla niej miejsce w Toruniu.
Warto odwiedzić ten kościół, bo można przepaść w nim na długie godziny, a nawet dni. Zresztą jeśli ktoś lubi oddech minionych wieków, to takich kościołów znajdzie na toruńskiej starówce znacznie więcej. Ja czytam je już od kilku lat, a wciąż mam wrażenie, że dopiero zaczynam...

Obserwatorze, czy moje zadanie domowe zostało zaliczone?;)

sobota, 26 kwietnia 2008

Żużlowe pożegnanie

Żużlowy motocykl na cmentarzu? To nie przypadek i nie głupi żart. Odpalenie tego motocykla w trakcie odbywających się nieopodal uroczystości pogrzebowych było znakiem pożegnania przez klub swego wiernego kibica i przyjaciela. Na pogrzebie pojawili się przedstawiciele władz klubu, działacze, zawodnicy, m.in. Ryan Sullivan czy Adrian Miedziński.
Pogrzeb zgromadził też bardzo wielu księży, zakonników i zakonnic z całej Polski. Nie zabrakło rodziny, przyjaciół i sąsiadów - rzadko widuje się przy okazji takich uroczystości tak wypełnione kościoły. Kim był zmarły, którego przybyło pożegnać tak wielu?
Aktywnym i odważnym parafianinem, przyjaznym i pomocnym sąsiadem, radosnym przyjacielem, wspaniałym mężem i ojcem, ojcem księdza Piotra - michality, misjonarza, kapelana polskich żużlowców, dobrym człowiekiem. Był także moim wujkiem, może trochę "przyszywanym" - ale wujkiem.

piątek, 25 kwietnia 2008

Toruński Trójkąt Wychowawczy

Tym żartobliwym mianem określa się miejsce, które niepozornym placykiem łączy ze sobą trzy historyczne ulice: Franciszkańską, Fosę Staromiejską i Piekary. Nie chodzi tu oczywiście o sam placyk, ale o jego najbliższe otoczenie...Pierwszą instytucją zaliczaną w skład TTW jest uniwersytet - widoczne na zdjęciu Collegium Maius pojawiło się na tym blogu już wcześniej, przed wejściem do budynku kwitną najpiękniejsze magnolie w Toruniu - ciekawe, czy w tym roku uda mi się je upolować, bo w tamtym chyba przemarzły i jakoś niepostrzeżenie kwitły (albo i nie, bo takie podejrzenia też mam).
Druga instytucja edukacyjna TTW mieści się w tym okrągłym charakterystycznym budynku (potocznie zwanym okrąglakiem) widocznym po prawej - jest to areszt śledczy. Na lewo od niego w podobnej kolorystyce wyłania się zza muru budynek sądu.
Ogromna bryła po lewej stronie zdjęcia, to kościół mariacki - pofranciszkański kompleks kościelno-klasztorny, który w średniowieczu stał się solą w oku toruńskich rajców, ponieważ miał wyższą wieżę niż kościół farny (obecnie katedra św. Janów) i musiano wyłożyć pieniądze z kasy miejskiej, by przewyższyć biednych polskich zakonników.
W głębi ulicy Franciszkańskiej - bardziej na lewo, poza kadrem - zlokalizowany jest jeszcze jeden okrąglak - toruńskie Planetarium im. W. Dziewulskiego.
Niestety, nie mam dobrego zdjęcia Kościoła NMP (i obawiam się, że moim aparatem nie uda mi się takiego zrobić, choć kiedyś pewnie postaram się pokazać obecne wejście główne do NMP z wewnętrznym dziedzińcem), więc tu znów widać tylko część bryły od ulicy Piekary, która zamknięta jest budynkiem Collegium Maius. Ogrom bryły kościelnej widać dobrze na wszystkich panoramach starówki.
A to ostatni budynek, którego do wcześniej TTW nie zaliczano, bo go zwyczajnie nie było - to znaczy był, ale niewyremontowany - a moim zdaniem jak najbardziej zasługuje na zaliczenie go w poczet wyżej wymienionych instytucji edukacyjno-wychowawczych. Jest to tak zwana Scena na Zapleczu, integralna część Teatru im. Wilama Horzycy. Prezentowane są tutaj głównie przedstawienia kameralne, często muzyczne, z widownią na około 80 miejsc - takie, kiedy sztuka ociera się o widza;) dzięki uruchomieniu Sceny na Zapleczu Maius zyskał estetyczne i miłe sąsiedztwo.

sobota, 19 kwietnia 2008

Z tęsknoty za wiosną...

Ten szacowny pan, to patron mojej szkoły - nasz Linduś, jak go czasem pieszczotliwie nazywamy. Stoi sobie wytrwale na parterze, blisko wejścia, w sąsiedztwie sali historycznej. Istnieje u nas nawet taka nagroda przyznawana laureatom w różnych kategoriach przez maturzystów opuszczających szkołę, ewentualnie pojawił się pomysł, by młodsze roczniki nagradzały w ten sposób wyjątkowo popularnych maturzystów. A pożegnanie dokładnie za tydzień...
Kiedyś już pokazywałam moje miejsce pracy. Wiem, że nie należy do najpiękniejszych, że mieści się w blokowisku (choć Skarpa jest jego najurokliwszą częścią, najbardziej zieloną, a zaraz za szkołą mamy las), że jest do bólu przewidywalna w rozkładzie - jak wszystkie szkoły budowane w tym okresie w mieście (od portierni na prawo, korytarzem do końca - i na pewno trafi się na część dyrektorsko-księgowo-kadrową plus sekretariat; choć u nas to wygląda ciut inaczej, bo sekretariat mamy w skrzydle licealnym;)
Nomen omen, muszę jeszcze kiedyś zrobić zdjęcia osiedla z okien sali szczytowej na drugim piętrze - olśniło mnie dziś w trakcie doraźnej zamiany sal z koleżanką.
Kiedy na dworze robi się cieplej i przed szkołą zaczyna się zielenić, różowić i żółcić, to coraz bardziej chce się tam chodzić. Wtedy naprawdę wewnętrzny niewielki dziedziniec staje się takim przyjemnym kącikiem, gdzie można posiedzieć, odetchnąć - i nawet na dyżury na boisku od razu chce się chodzić;)
A te moje niezbyt głębokie wynurzenia biorą się z kiepskiego nastroju, który przypomina chorągiewkę na wietrze i zmienia się wraz z pogodą - a ona w tym roku kusi, wabi, a za chwilę daje po nosie deszczem i zimnym wiatrem. No ok, przesadzam, aż tak złego nastroju tak często nie miewam, ale koniec tego tygodnia powalił mnie na amen... Byle do wiosny!

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Kto nigdy nie żył...


Taki tytuł nosi film w reżyserii Andrzeja Seweryna, który właśnie oglądam w TVP 1. Zawsze podziwiałam Wrocław za to, jak potrafi się promować poprzez pokazywanie miasta w filmach i serialach. Teraz oglądam ten mój Toruń na ekranie telewizora i tak sobie myślę: kurde, jak mu tu jednak mamy pięknie...;)

niedziela, 13 kwietnia 2008

Spacer w deszczu

Sobota przywitała mnie i miasto deszczem oraz zimnym wiatrem. Mimo wszystko postanowiłam nie rezygnować z wyprawy do kina, a nawet zdecydowałam przejść się przez starówkę zamiast przesiadania się wcześniej na docelowy autobus. Od razu na Placu Katarzyny zorientowałam się, że chyba był jakiś mecz, bo można było zobaczyć wszędzie grupki podekscytowanych małolatów i spisujących ich przy radiowozach policjantów. Kiedy idąc ulicą Św. Katarzyny, usłyszałam jakieś hałasy, pomyślałam, że też mają związek z kibicami, jednak na Nowym Rynku zobaczyłam tę oto grupkę młodych ludzi z instrumentami:Dyrygował orkiestrą ten chłopak z gwizdkiem, zwrócony do nich twarzą. Byli świetni! Jeśli ktoś widział koncerty Stompów (można też poszukać The Stomp na youtube) i jeśli mu się podobały, nie mogło mu się nie spodobać to, co działo się tu, na Rynku. Byli fantastycznie zgrani, to nie było zwykłe walenie w bębny, ale jak najbardziej przemyślane kompozycje. Postałabym tam dłużej, ale do seansu nie zostało już wiele czasu, więc poszłam dalej...
Pod zegarem u zbiegu Św. Jadwigi i Szerokiej nie było nikogo - widać deszcz skutecznie wypłoszył wszystkich umawiających się tu na randki albo po prostu na spotkanie. To miejsce od kilku lat jest konkurencyjnym dla pomnika Kopernika miejscem spotkań.
Gołębie pod kościołem oo. jezuitów i Pocztą Główną na Starym Rynku czekały jak zwykle na tych, którzy mogliby je nakarmić, ale pogoda zatrzymała w domach starszych spacerowiczów i rodziców z małymi dziećmi, więc chętnych do karmienia nie było zbyt wielu - jednak najwierniejsi pamiętali i przyszli.
Stragany z kwiatami przycupnęły pod murami Ratusza, kwiaciarki się pochowały, klienci też trafiali się z rzadka - a trzeba było jakoś przetrwać ten dzień do końca.
Że znajomość języków obcych to klucz do świata - wiadomo nie od dziś. Wydawać by się mogło, że szkoła językowa ulokowała się w idealnym miejscu, zważywszy na punkt w centrum i inskrypcję zapisaną po łacinie nad drzwiami (którą zresztą dojrzałam po raz pierwszy). Języki obce powodują, że cały świat staje przed nami otworem. Niestety - życie małego balkonu, na którym zawisła stosowna reklama, chyba już się skończyło.
Ruch na ulicach nie był zbyt duży - pieszych jak na lekarstwo, czasem przejechał jakiś samochód (choć na co dzień to jedna z ruchliwszych przelotówek przez miasto), niezmotoryzowanych prędzej można było dostrzec w autobusach czy tramwajach ze skróconymi dla oszczędności składami.
Skwerek przed Cinema jest całkiem przyjemny, choć położony w dość uciążliwym sąsiedztwie. Jednak zawsze przyjemnie usiąść tu w jednej z knajpek, a latem nawet w ogródkach na zewnątrz - kiedy dokoła jest już naprawdę zielono, można nawet zapomnieć o przebiegającej obok ulicy.
Ci panowie też najwyraźniej mieli dylemat: do kina czy do knajpki? I stoją tak już od dłuższego czasu, nie wiedząc, co począć. Może czekają na wiosnę. Ja poszłam najpierw do kina;)

piątek, 4 kwietnia 2008

Alien

Wiem, że Prima Aprilis był kilka dni temu, ale można chyba zaspać, co?;)